MOJE KATOWICE ...

( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )

_____ Przestrzeń i energia - z tymi dwoma pojęciami od zawsze najbardziej kojarzy mi się to miasto. W każdym miejscu centrum i jego obrzeży już jako dzieciak odczuwałem specyficzny i korzystny klimat. Spośród wszystkich znanych mi miejsc, właśnie w Katowicach mam najlepszą orientację w przestrzeni - zawsze wystarczyło mi szybkie rozglądnięcie się wokół siebie, żeby wiedzieć gdzie jestem, dokąd idę (lub jadę) i ile czasu zajmuje przemieszczanie się po mieście. W jakimś stopniu świadczy to o tym, że to miejsce jest po prostu dobrze ułożone, co oczywiście nie znaczy, że nie ma czego poprawiać i dostosowywać na miarę czasów. Najważniejsze, by odbywało się to głową i przez wzgląd na to, co już jest.

Na początku to mama zachęcała mnie do rozglądania się, zapamiętywania i cieszenia się Katowicami, bo również kocha to miejsce i dobrze zna tutejsze pokłady energii. Nie trzeba było mnie jakoś specjalnie do tego przekonywać, bo automatycznie rodziła się również we mnie miłość do tego niepowtarzalnego miasta. Od początku miałem przyjemność zżywać się ze wszystkimi dobrymi i jednocześnie bardzo charakterystycznymi elementami Katowic. Jeden z najlepszych obiektów architektonicznych Europy - Spodek już istniał, os. Gwiazdy również, os. 1000-lecia było w końcowej fazie budowy, poza tym dworzec, ulice, rondo, rynek, cała zabudowa i wille modernistyczne, no i to, co wywoływało we mnie równie niesamowite wrażenie jak Spodek i "Kukurydze" - czyli dwie wieże siedziby byłej Centrali Handlu Zagranicznego, potem biurowiec Stalexportu. Budynek wyjątkowy zarówno architektonicznie jak i pod względem trzonolinowej konstrukcji. Ówczesna nowoczesność w pozytywnym znaczeniu, która wg mnie od razu okazała się bardzo "katowicka", mimo że jest dziełem zagranicznego architekta. Zaraz po jego powstaniu, obowiązkowo musieliśmy chwilę pogapić się na niego, za każdym razem, gdy tylko byliśmy w pobliżu (prawie zawsze mama wtedy opowiadała o jego szybkobieżnych windach :-) ). Symptomatyczne było to, że wiele lat później, na studiach miałem okazję i przyjemność wybrać ten obiekt do analizy konstrukcji, dzięki czemu już osobiście mogłem przetestować szybkość wind, poznać specjalne biuro odpowiadające za utrzymanie techniczne i monitorowanie obydwu wież, oraz zobaczyć Katowice z perspektywy jednego z najwyższych budynków w Polsce (kiedyś najwyższego, spośród zbudowanych poza Warszawą).

Z biegiem lat oczywiście powiększała się ilość spraw, za które tak cenię stolicę naszego regionu - dotyczy to zarówno samego centrum, jak i dzielnic (np. wyjątkowy na wielką skalę, nie tylko naszego kraju, kompleks Nikisz).

( rys. SORIENT ARCHITEKCI )

Oprócz tego wszystkiego jest pewna sprawa, która jest wielkim zaskoczeniem dla wszystkich innych mieszkańców Polski, bo nikt nie spodziewa się tego, że właśnie w Katowicach i całej aglomeracji śląskiej zobaczy tak ogromną ilość zieleni (miejskiej, a zwłaszcza leśnej), co jest niespotykane w jakimkolwiek z innych wielkich miast. Katowice to najbardziej zalesione spośród dużych polskich miast ( wskaźnik zanieczyszczeń powietrza jest tu kilka razy mniejszy niż w Warszawie czy Krakowie ).

Do tego, co moje pokolenie zna od zawsze, doszło w relatywnie krótkim czasie kilka bardzo istotnych zmian. Niektóre bardzo trafione i wręcz zbawienne, natomiast z innymi jest różnie (także tymi, nad którymi teraz się pracuje i czasem dyskutuje).

Na największy w latach 2000-2010 pożytek wg mnie złożyła się kwestia rozwiązania komunikacji. To właśnie w tym czasie nasze oczy mogły co jakiś czas oglądać takie efekty, jak:
- oddanie całości naszego odcinka autostrady, która ma ogromne znaczenie w codziennym nawet ruchu miejskim oraz w poruszaniu się między miastami aglomeracji,
- oddanie Drogowej Trasy Średnicowej wraz z poprowadzeniem jej obydwu szerokich nitek w nowym świetnym tunelu pod rondem (czyli wyeliminowania odwiecznych, regularnych korków z każdego kierunku do ronda),
- węzeł Murckowska, który już całkiem pomógł w tym, że nawet w godzinach szczytu można to miasto komfortowo, prawie dookoła przejechać bez jakiegokolwiek zatrzymywania się (DTŚ-tunel-Murckowska-A4) i wjechać z dowolnej strony do ścisłego centrum (lub przejść się tam pieszo, bo odległości wcale nie są aż tak duże).

( rys. SORIENT ARCHITEKCI )

Inni mogą nam tego zazdrościć i nawet nie trzeba porównywać tego z sytuacją, jaka była jeszcze pod koniec lat '90tych, żeby to docenić - wystarczy się przejechać. To jednak nie załatwia wszystkiego w kwestii lepszej komunikacji. Na dalszą znaczącą poprawę złożyłoby się obniżenie, a właściwie ukrycie wzdłuż całego centrum linii kolejowej, która jest jednocześnie linią dzielącą serce miasta na dwie części. To jest sztuczny i od zawsze szkodzący miastu podział. Dopiero w tym roku dowiedziałem się, że podobno były już kiedyś takie pomysły, a teraz może ponownie dojdą do głosu.

Jeżeli chodzi o pozostałe kwestie związane z zagospodarowaniem miasta, to chyba niestety można się trochę pogubić, a ostatnio nawet zdenerwować. W czasie, kiedy piszę ten od dawna planowany tekst (lipiec 2010), rozpętał się pewien konflikt na temat różnych wizji dalszego rozwoju miasta. Jakieś przedziwne (na szczęście chyba wstrzymane) próby "renowacji" Spodka, szereg niejasności odnośnie dworca PKP i wybór "lśniącej", ale kompletnie pozbawionej katowickiego charakteru koncepcji jego przebudowy. Dodatkowo również odwieczne ciągoty do zmian na siłę części miasta zwanej "rynkiem", a nawet całej osi na odcinku Rynek-Spodek, no i te zapędy na zabranie pod kompletną "deweloperkę" fragmentu Doliny Trzech Stawów, z kiepskim propagandowym uzasadnieniem, że będzie tam trochę czerwonej, charakterystycznej dla Śląska cegły - tak jakby ktoś nie zauważył tego, że centrum to nie Nikisz, lub inne śląskie miejsca, w których czerwona cegła faktycznie jest największą wartością i elementem nawiązania się. Akurat w centrum jakakolwiek z najlepszych ikon architektury tego miejsca nie kojarzy się z cegłą (co oczywiście nie znaczy, że nie ma potrzeby jej tu stosować - np. Akademia Muzyczna jest ok. - tyle, że nie ma też potrzeby w ten sposób tanio uzasadniać idei powstania czegoś, co nie jest teraz na 3-Stawach potrzebne ).



_____ Katowice to wg mnie jedno z najbardziej rozpoznawalnych i zapamiętywalnych miast Polski. Wieloletnie już współistnienie tutaj kilku niespotykanych gdzie indziej elementów (choćby te, które wymieniłem wcześniej) powoduje, że nie da się nawet na moment pomylić tego miejsca z żadnym innym, dlatego nie powinno się wg mnie porównywać Katowic z jakimkolwiek z innych polskich miast w kontekście różnych planowanych zmian. Niestety jednak dochodzi do tego ostatnio - np. właśnie w przypadku kolejnego podejścia (niestety chyba już skutecznego) do przebudowy osi Rynek-Spodek. Czytając jakieś uzasadnienie planu zawężenia tej przestrzeni poprzez nową zabudowę (czyli pewnie kolejną "deweloperkę"), napotykam często na stwierdzenie, że: tam teraz jest "pustka"..., że miasto nie może mieć takiej "pustki"..., że np. w Krakowie jest inaczej...
Tyle, że wg mnie Kraków to Kraków, a Katowice to zupełnie inne miasto! Takie, w którym przestrzeń w niektórych częściach jest niezwykle cennym, świadomie zrealizowanym kiedyś elementem, który od dawna jest wręcz cechą charakterystyczną. Tak jak cały Śląsk jest zespołem kilku dużych miast, przedzielonych (a właściwie połączonych) przestrzenią zapewniającą oddech (dosłownie i w przenośni), to i Katowice mają taką wartość, że nie ma tu ciasnoty, duchoty i konieczności chodzenia cały czas z głową zadartą do góry, żeby zobaczyć wysokie budynki lub niebo. Nigdy nie rozumiałem tych dążeń do zamykania rynku i tego, że niektórzy mają problem z brakiem zamknięcia od strony Al. Korfantego i Spodka. Cały pech tego miejsca polega chyba tylko na tym, że nazywa się "rynek", bo wiadomo, że rynek to takie coś, co musi być z każdej strony zamknięte (i tu znów Kraków automatycznie niektórym staje przed oczami - przeszkadzając właściwemu rozumieniu i odczuwaniu Katowic).

Cała przestrzeń na odcinku Rynek-Spodek (i dalej) jest po to, żeby uwolnić ludzi od klaustrofobii. Dzięki obecnemu otwarciu i szerokości tej przestrzeni można dobrze wyczuwać "tętno" tego miasta - wiedzieć, co się dzieje w jego sercu i mieć świetną panoramę na najbardziej rozpoznawalny miejski fragment Śląska. Poza wszystkim - można po prostu dać odpocząć oczom będąc w samym centrum wielkiego miasta.

Katowice, poza nieszczęściem tego, że komuś tu czasem brakuje Krakowa :-) , mają pecha do "bram wjazdowych", czyli tych miejsc obrzeża centrum, które witają, zapraszają i na "dzień dobry" pokazują charakter miejsca. Od strony Krakowa przez chwilę najatrakcyjniejszym miejscem jest sama autostrada, po której się jedzie, bo rozglądanie się na boki najlepiej zacząć dopiero po minięciu dziwnego hoteliku z jego doklejonym sąsiedztwem. Z kolei od strony Bytomia i Chorzowa również na drodze do ronda i tunelu napotykamy po obydwu stronach na pasmo nowych nieszczęść, które zajęły bardzo dobre miejsca, ale same w sobie pozostają kompletnie bez charakteru (a już na pewno nie katowickiego) i mogłyby wylądować w każdym dowolnym zakątku świata z tym samym nijakim efektem architektonicznym.

Chyba już nawet "statystycznego" łazika miejskiego nie ekscytuje banalna plastikowa lub aluminiowa deweloperska komercha ze szkłem. Brak wartości czegoś takiego (poza oczywiście przestrzenią biurową i utrzymywaniem czystości dookoła ) jeszcze bardziej jest obnażona przez właśnie takie miasto jak Katowice, które kiedyś zostało wyjątkowo dobrze potraktowane architektonicznie stąd ta przestrzeń szczególnie nie znosi banalnego i tandetnego lub "cyrkowego" podejścia do architektury.

Słowem wyjaśnienia - określeniem "deweloperka" nazywam pseudo-architekturę, której twórca działa tak, jak chce deweloper, a nie jak nakazuje kontekst, charakter miejsca i właściwe rozumienie współczesności w architekturze.

Jeżeli dopuszcza się do zbyt dużej dowolności w tych sprawach, to są takie efekty jak np. to o czym wspomniałem.
W tym samym nurcie bylejakości mieszczą się nieszczęsne najnowsze straszydła wśród imponująco czystego estetycznie i urbanistycznie os. 1000-lecia, które jest jedną z najważniejszych ikon współczesnych Katowic. Wg mnie jest to najlepsze istniejące osiedle mieszkalnych wieżowców w Polsce (na pewno też jedno z najlepszych w Europie). Nie potrafię sobie wyobrazić tego, jak można było tam wpuścić deweloperską bezmyślność i nie respektować opinii twórców osiedla!
W przypadku Tysiąclecia chyba najbardziej denerwuje mnie to, jak słabe okazało się całe środowisko śląskich architektów w tym, żeby na wszelkie możliwe sposoby, aktywnie wspomóc Aleksandra Frantę i Henryka Buszko (autorów 1000-lecia) w walce z ignorancją urzędników spółdzielni, miasta i deweloperów.
Teraz, już po fakcie dokonania zepsucia sprzedanych przez spółdzielnię miejsc, można walczyć tylko o wyburzenie nowych, obcych budynków - to oczywiście trudniejsze, niż ew. wcześniejsze działanie zapobiegawcze, jednak z wielu względów powinno się taką walkę skutecznie przeprowadzić, żeby po raz pierwszy w tym kraju dać mocny przykład ku przestrodze tym, którzy podejmują pogoń za zyskiem, dopuszczając się tak lekkomyślnych i ignoranckich działań w przestrzeni (zwłaszcza tak dobrze zaprojektowanej, jak dzieło duetu Franta & Buszko).

Dodatkowym problemem Katowic jest zagrożenie "styropianowe" dla modernistycznej tkanki miasta. Niestety już wiadomo, że są przykłady, których nie udało się uratować przed tym.


Tak czy inaczej - na szczęście najlepsze przykłady, które przez lata zbudowały prawdziwy wizerunek Katowic są tak dobre i silne, że na pewno nie stracą na znaczeniu, ale dobrze byłoby, żeby dalszym rozwojem miasta zajmowali się, jak dawniej tylko ci, którzy chcą dla niego naprawdę dobrze, kochają je i mieszkają na Śląsku - po prostu czują śląski racjonalizm. Dzięki temu podejściu ta ziemia jest najlepiej funkcjonującym regionem w Polsce (najlepsze drogi, najlepsza architektura i urbanistyka, najlepszy przemysł i szkolnictwo, najwięcej zieleni i najlepsze warunki do życia i pracy).

Jeżeli jest jakieś miejsce, które wpłynęło na mnie w kwestii wyboru zawodu architekta, to z pewnością są nim właśnie Katowice. Szukając nowego miejsca na nasze biuro w 2008 roku podstawową wytyczną było to, żeby z okien mieć jak najlepszą panoramę tego miasta. Poszukiwania trochę trwały, ale udało się ten plan zrealizować w jednym z najlepszych wariantów. Panoramiczny i energetyczny widok całego os. 1000lecia oraz centrum mamy dla siebie (w różnych odcieniach i kolorach - zależnie od pory dnia i roku :-) ). W dodatku odbywa się to z miejsca, które jak wiele w okolicach Katowic, jest wręcz zatopione w dużych połaciach zieleni.


( tekst: marek czaja, SORIENT, lipiec 2010 )

( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( pochodzenie fotografii: INTERNET )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )



( fot. archiwum SORIENT ARCHITEKCI )